Urodził się 20 stycznia 1913 roku w Wielkiem, powiat Lubartowski w rodzinie muzyków, wielkich patriotów polskich. Po przodkach odziedziczył
talent muzyczno-matematyczny, pracowitość i upór. W czasie I wojny światowej jego rodzina utraciła majątek w Wielkiem, uprzednio kupiony na
muzykowaniu po świecie z orkiestrą Namysłowskiego. Mały Tadeusz wychowywał się w podzamojskiej wsi Sitaniec u dalekich krewnych, gdyż matkę stracił
wcześnie, a ojciec walczył o Polskę aż do 1920 roku. Od 1924 r. uczeń gimnazjum a następnie liceum zamojskiego. Po jego ukończeniu został studentem
Politechniki Warszawskiej. Na studiach zainteresowały go szachy i brydż... niestety, wojna przerywa studia Tadeusza.
W kampanii wrześniowej jako podporucznik piechoty był dowódcą pododdziału w armii generała Piskora. Dostaje się do niewoli, z której, dzięki wysportowaniu
i znajomości terenu, udaje mu się zbiec. Ukrywa się w Biłgoraju, a potem przedostaje do Warszawy. Tu, pod pseudonimem "Blicharz" działa w AK. Sporadycznie jest widywany
w szachowej kawiarni Jana Kwiecińskiego. Następnie zostaje oddelegowany do rodzinnego Tomaszowa. Niebawem włącza się do tajnego nauczania. Z tego powodu jest poszukiwany
przez Gestapo. Powstanie Warszawskie zastaje go na Mokotowie i tam walczy, aż do upadku tej dzielnicy. Dostaje się do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.
Przed śmiercią ratują go jego talenty muzyczne, zostaje włączony do orkiestry obozowej, która z racji uczestnictwa w wielu imprezach na zewnątrz obozu
miała znacznie większe możliwości aprowizacyjne. Pod koniec wojny, znajdując się w grupie więźniów prowadzonych do barek, celem wyekspediowania i zatopienia
zostaje uratowany przez armię amerykańską. W latach 1945-47 mieszka w Jagerslust, w brytyjskiej strefie okupacyjnej, gdzie organizuje szkołę średnią dla Polaków.
W 1947 roku mimo niezbyt optymistycznych sygnałów dochodzących z kraju, decyduje się, wraz z grupą młodzieży, wśród której jest jego przyszła żona Ilona, na powrót do Polski.
Zatrzymuje się w Szczecinie gdzie kształci młodzież w Szkole Inżynieryjnej, a następnie w technikum przy ul. Racibora.
Nonkonformizm, cięty, ironiczny dowcip oraz uczciwość w połączeniu z niepewnym pochodzeniem sprawiają, iż polityczny zarząd szkolnej organizacji zwalcza go.
Zostaje aresztowany przez UB i przetrzymywany bez wiedzy rodziny. Z opresji ratuje sie dzięki szachom. Podczas przesłuchania padło nazwisko wysokiego funkcjonariusza
radzieckiego, miłośnika szachów. Na pytanie - "Kim on dla was jest?" - Tadeusz odpowiedział blefem - "Przyjacielem od szachownicy." To spowodowało szybkie jego uwolnienie.
Po częściowej odwilży, Tadeusz dalej poświęcał się szachom oraz nauczaniu matematyki. Będąc osobą niewygodną dla upolitycznionych zarządów szkół, często musiał
zmieniać pracę. Zmuszano go nawet do uzupełnienia studiów w nadziei, że nie podoła, co umozliwi usuniecie go ze szkoły. Tadeusz jeszcze raz udowodnił,
jak ambitnym jest człowiekiem i - w słusznym już wieku - ukończył Uniwersytet Poznański, osiągając bardzo wysokie noty.
Tajniki gry królewskiej poznał dość wcześnie, w wieku 9 lat. Był częstym gościem w lokalach Warszawskiego Klubu Szachistów i Warszawskiego Towarzystwa Zwolenników
Gry Szachowej. Na dobre jednak szachami zajmuje sie dopiero po wojnie. W 1948 r. wraz z gronem owczesnych, szczecińskich graczy i działaczy (Kazimierzem Nowakiem,
Bronisławem Michałowiczem, Wacławem Łuczynowiczem, Zygmuntem Raczkiem, Kamilem Wendekerem i Józefem Szapiro) powołuje do życia pierwszy na Pomorzu Zachodnim
Związek Szachistów Polskich. Mimo późnego startu jako zawodnik, zaczyna odnosić coraz większe sukcesy. Pierwszy w regionie zdobywa tytuł mistrza krajowego.
W 1951 r. na Wałach Chrobrego gdzie odbywa się pierwszy w historii miasta pokaz "żywych szachów" odgrywa rolę "mistrza ceremonii". Jako członek kadry
Polski nauczycieli uczestniczy w meczach państwowych (m.in. z Francją), jak i też w spotkaniach z reprezentacją Wojska Polskiego.
W latach 1951-1961 był uczestnikiem finałów Mistrzostw Polski seniorów. Najwyższe, 5 miejsce zdobył we Wrocławiu w 1955 r. (10,5 p. z 18 partii). W imprezie tej
pokonał m.in. Bogdana Śliwę - najlepszego wówczas szachistę w kraju.
Oto efektowne zakonczenie innej partii Mistrza rozgrywanej w finale Mistrzostw Polski Seniorów 1955 roku.
Szapiro - Gniot
Białe mają dwa pionki więcej, ale czarne przygotowały niespodziankę...
43...Wf4+!! 44. gxf4 Hh4+ 45. Kf5 Hxf4+ i w obliczu mata w następnym ruchu (46. Ke6 Hf7 mat) białe poddały się.
Był reprezentantem kraju, wielokrotnym mistrzem Polski nauczycieli, mistrzem Szczecina i
Pomorza Zachodniego. W szachy grał do ostatnich dni życia. W 1978 r. uczestniczył w III korespondencyjnych mistrzostwach kraju nauczycieli. Z 15 partii
przy dwóch potyczkach niedokończonych, uzyskał 8,5 punkta. Niestety turnieju nie udało mu się dokończyć. Odszedł niespodziewanie 18 maja 1978 r. Kilka dni
później "Głos Nauczycielski" zamieścił zapis jego ostatniej, niedokończonej partii, w której - jak się wydaje - miał pewny punkt w kieszeni...
Bezpośrednio po studiach, jako magister rozpoczęłam pracę w IV LO w Szczecinie. Ku mojemu zdziwieniu, a nawet przerażeniu, miałam również uczyć matematyki
w dwóch klasach ósmych. I wtedy właśnie z pomocą przyszedł mi nauczyciel matematyki, Pan Tadeusz. Do końca życia pamiętać będę naszą pierwszą rozmowę.
Rozmowę z człowiekiem o ogromnej kulturze, wiedzy, serdeczności, uśmiechu, szacunku dla młodzieży, koleżanek i kolegów. Po przeczytaniu otrzymanych konspektów lekcyjnych
i obejrzeniu lekcji matematyki prowadzonej przez Pana Tadeusza byłam oczarowana - to była poezja.
Podniesiona na duchu z przyjemnością szłam na swoje lekcje matematyki, by przekazać uczniom w prosty, przejrzysty i zrozumiały sposób (zgodnie ze wskazówkami Profesora)
skomplikowane często tematy. Rozmowy, dyskusje, lekcje, konspekty, stanowiły dla mnie wzór w nauczaniu przez wszystkie lata mojej pracy. Od matematycznych dyskusji rozpoczęła
sie nasza przyjaźń, która stała się z czasem przyjaźnią naszych rodzin i trwa do dziś. Cudowny dom rodzinny państwa Gniotów przyciągał wielu nauczycieli "czwórki".
Przy specjalnie parzonej herbatce Pani Ilony przesiadywaliśmy długie godziny rozmawiając o wszystkim. Dom był otwarty o każdej porze, a przychodzący zawsze przyjmowany
mile i serdecznie. Nonuszka, Jagódka - do dzisiaj słyszymy słowa witającego nas Pana Tadeusza. Nonuszka to ja - nauczycielka języka rosyjskiego. Mając 21 lat zaczęłam
pracę w IV LO. Byłam bardzo wystraszona, bałam sie pracy w liceum. Uczyłam języka rosyjskiego we wszystkich klasach ósmych. Wychowawcą jednej z nich był Pan Tadeusz. Klasa
bardzo lubiała swego wychowawcę. Był dla nich nauczycielem i ojcem kochającym i wymagającym. Poświęcał im wiele wolnego czasu w szkole i poza nią organizując biwaki,
wycieczki, wykopki. Wiedzieli, że mogą liczyć na zrozumienie i pomoc, że zawsze będą wysłuchani. W szkole często rozmawiałam z Panem Tadeuszem, mogłam podzielić się
problemami zawodowymi. Zawsze wysłuchał, starał się poradzić, dodał otuchy. Często kibicowałyśmy nierozłącznej parze szachistów Gniot - Baliński. Pamiętamy,
jak któregoś dnia ktoś wpadł na pomysł, by na rozłożonej szachownicy poprzestawiać figury podczas nieobecności szachistów (byli na lekcji). Wielkim było dla nas
zaskoczeniem, kiedy Tadeusz i Stasiu spokojnie popatrzyli, bez emocji i komentarzy poprzestawiali swoje figury na swoje dawne miejsca i grali dalej, jak gdyby
nic się nie stało.